Pobierowo - Deszczowy weekend.
Zielona toyota corolla podjechała pod blok. Sygnał dźwiękowy zwany klaksonem poderwał prawie wszystkich na nogi, a tych których nie poderwał obudził krzyk ludzi z okien na kierowcę dowcipnisia który trąbił. Był już prawie letni dzień, bo dochodziła godzina 4-ta. Zerwałem się na nogi, byłem już ubrany i tak zbiegłem na dół wiedząc, że to Franek. Po chwili jechaliśmy w czwórkę do Pobierowa. Długo planowałem ten weekendowy wyjazd nad morze. Pobierowo było mi znane z wyjazdów kolonijnych, a teraz miałem pilotować kumpla w czasie tego wypadu. Pobierowo przywitało nas niestety deszczem, w ciągu 4 godzin dojazdu i 350 km. pogoda zmieniła się skrajnie. Był wcześniej piękny wschód słońca na bezchmurnym niebie, a im bliżej Bałtyku tym pogoda była coraz gorsza. Przyjazd był niewypałem
Pobierowo nie miało nam nic do zaoferowania w ten deszczowy dzień. Do 17-tej siedzieliśmy w barku. Dziewczyny i ja daliśmy sobie w szyję, a kumpel kierowca tylko paznokcie obgryzał. W Pobierowie deszcz miał padać również jutro.

Inne z tej kategorii: